Nabożeństwa

Niedziela: godz. 11.00

Studium Biblijne

Czwartek: godz. 18.00

KECH na facebooku

KECH na facebooku

Ania B

Każdego z nas spotykają w życiu problemy, ciężkie chwile. Czasem problemy, które spotykasz na swojej drodze mogą wydać Ci się nie do pokonania. Być może właśnie w tym momencie znajdujesz się w sytuacji, która wydaje Ci się beznadziejna, być może teraz borykasz się z brakiem sensu życia czy depresją.
Chciałabym opowiedzieć Ci o tym, co spotkało mnie w moim życiu, o pewnym okresie, który był dla mnie bardzo trudny i z którego być może nie wyszłabym jeżeli bym nie otrzymała pomocy w odpowiednim momencie.
Wszystko zaczęło się w wieku 19 lat, kiedy zaczęłam zastanawiać się nad sensem istnienia. W głębi duszy zaczęły dręczyć mnie pytania czy Bóg w ogóle interesuje się mną, czy dostrzega mnie w tym ogromnym świecie, a może on wcale nie istnieje? Zaczęłam coraz częściej zastanawiać się nad sensem własnego życia, bo jeżeli Bóg nie istnieje, jeżeli w momencie śmierci wszystko się kończy, to po co to wszystko? Dlaczego miałabym żyć do późnej starości i zmagać się z ciągłymi problemami? Przecież mogłabym to życie zakończyć, jeżeli nie czuje się w nim szczęśliwa. Zaczęłam domagać się od Boga namacalnych dowodów jego istnienia. Pragnęłam poczuć, doświadczyć jego obecności, by uwierzyć.
Mijały dni, tygodnie, a ja nie otrzymywałam sygnałów, które mogłyby zagwarantować mi, że Bóg jest obok i kocha mnie. Miałam wrażenie, że nie liczę się dla Boga, bo nic dobrego mnie w życiu nie spotyka.
Złe i przygnębiające myśli coraz bardziej zaczęły mnie ogarniać. Czułam coraz większą złość w stosunku do Boga, obwiniałam go za swoje niepowodzenia. Czułam się zawiedziona, oszukana, pozostawiona samej sobie. Coraz częściej w mojej głowie krążyły myśli o samobójstwie. Zaczęłam przeglądać strony internetowe z dołującymi wpisami, zdjęciami, filmami. Zaczęłam karmić się tym, pragnęłam coraz więcej czytać o śmierci i coraz bardziej  byłam pewna, że śmierć jest jedynym dla mnie rozwiązaniem. Pochłonięta swoimi myślami, przestałam interesować się Bogiem, przestałam go szukać, nie modliłam się, ani nie czytałam jego Słowa. Chciałam uciec, jak najdalej to możliwe.
Strasznie denerwowało mnie, kiedy słyszałam od innych: „Bóg cie kocha”. Irytowało mnie to, bo tak naprawdę nie odczuwałam tego w żaden sposób. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że Bóg udowodni mi, że jest cały czas obok mnie, nie wiedziałam, że zrobi to w tak dobitny sposób…
Przemieniłam swoje życie w straszne bagno, w którym z każdym dniem coraz bardziej tonęłam. Czułam się zupełnie niepotrzebna, pozbawiona celu i sensu życia. Kiedy już samo oglądanie i czytanie o samobójstwie przestało mnie satysfakcjonować zaczęłam okaleczać się. Robiłam wszystko, by tylko w jakiś sposób pozbawić się życia. Nie raz moje cięcia były tak głębokie, że stałam w łazience w kałuży krwi, była ona wszędzie, ale ja nadal żyłam i nie rozumiałam tego, zadając sobie nieustannie pytanie: „Dlaczego?!”. Kiedy upływająca krew nie skutkowała i nie powodowała śmierci zaczęłam pić toksyczne płyny. Było tego bardzo dużo, za każdym razem kiedy to robiłam miałam nadzieję, że tym razem się uda, jednak tak się nie działo… ja nadal żyłam. Powodowało to, że coraz bardziej byłam załamana i zirytowana. Zaczęłam krzyczeć do Boga: „Boże! Dlaczego nie pozwalasz mi umrzeć?!”. Każdego dnia płakałam i krzyczałam do Boga, żeby zabrał moje życie. Wyrzucałam Bogu, że to on jest odpowiedzialny za moje nieszczęście, a teraz jeszcze nie pozwala mi się zabić. Nie widziałam w tym żadnego sensu. Nie rozumiałam dlaczego wszystkie moje starania o pozbawienie się życia nie skutkowały, aż w końcu przyszedł dzień, kiedy Bóg udowodnił mi swoje istnienie i to, że kocha mnie i ma plan dla mojego życia.
Było to latem, 4 lata od dnia, kiedy moje życie zaczęła wypełniać straszna pustka. Tak, Bóg dał mi bardzo dużo czasu na to żebym zawróciła z niewłaściwej drogi. Ja jednak nadal w to brnęłam, coraz bardziej zagłębiając się w bagno, które sama stworzyłam. Z każdym dniem moje życie stawało się coraz trudniejsze, wstawanie rano z łóżka wymagało ode mnie ogromnego wysiłku i jedyne czego pragnęłam to śmierci. Jednak wszystko zakończyło się w jednej chwili…
Tego dnia usiadłam wieczorem przed komputerem, by szukać kolejnych dołujących wpisów. Natrafiłam na pewne forum dyskusyjne, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Był tam wpis jednego z użytkowników, który zaproponował  wypicie mieszanki pewnych płynów w połączeniu z tabletkami i podzieleniu się wrażeniami po. Osoby, które także natrafiły na ten wpis przestrzegały w komentarzach żeby tego nie robić, że to może być śmiertelne. Nie wiem nawet kiedy znalazłam się w sklepie z potrzebnymi składnikami.
Wypiłam wszystko, wzięłam tabletki. Czekałam na jakieś atrakcje w związku z tym, ale nic, zupełnie nic się nie działo. Zrozumiałam, że to był głupi żart. Była godzina ok. 23:00, kiedy zaczęłam czuć, że coś złego dzieje się z moim ciałem. Straszny ból zaczął rozrywać mi brzuch, serce zaczęło walić jak oszalałe. Kiedy dotknęłam szyi, poczułam jak tętnica mi skacze w bardzo szybkim tempie. Miałam ochotę zwymiotować, ale nie potrafiłam. Poczułam strach, zaczęłam wołać do Boga z przerażeniem, żeby to ode mnie zabrał. Wybiegłam na dwór, jakbym chciała od tego uciec. Jednak było coraz gorzej. Zaczęłam wołać do Boga, ale już nie z wyrzutami, ale pragnąc jego pomocy. Nie wiedziałam co mam robić, zadzwoniłam po moją znajomą, która mieszkała obok mnie. Kiedy przyszła chciała dzwonić po pogotowie, ale nie pozwalałam jej, nie chciałam żeby ktoś jeszcze o tym się dowiedział. Miałam nadzieję, że poleżę trochę i minie… Jednak tak się nie stało, czułam coraz większy ból, moje serce uderzało coraz szybciej, tętnice pulsowały, a ja nie miałam już siły, by z tym walczyć. Kiedy leżałam moja znajoma cały czas trzymała mnie za nadgarstek, sprawdzając tętno. Poczułam, że tracę kontakt ze swoim ciałem, zamknęłam oczy, słyszałam jedynie w tle, że nie mam zasypiać, ale ja już dłużej nie mogłam tego wytrzymać, nie miałam siły.. Zapadła cisza, moje serce zatrzymało się. Przez około minutę moje serce nie biło, a w moich żyłach nie pulsowała już krew. Dla mnie jednak ta minuta była jak wieczność. To w przeciągu tej krótkiej chwili moje życie całkowicie się odmieniło… 
znalazłam się w jakimś innym, nieznanym mi miejscu i nagle usłyszałam glos, tak straszny tak potężny, przeraźliwy… mówiący: „Przygotuj dla niej piekło!” Nie wiedziałam skąd ten głos dochodzi, ale moje kolana ugięły się ze strachu. Nie potrafię opisać bojaźni jaką wtedy czułam. Żaden strach, którego doświadczyłam wcześniej nie może się równać się z
tym, który czułam w tamtym momencie. Zaczęłam  płakać i prosić Boga, aby nie pozwolił mi umrzeć. W jednej sekundzie poczułam pewność, że chce zmienić swoje życie, tylko: „Boże! Pozwól mi żyć!”…
Kiedy obudziłam się rano w szpitalu obok mnie stało kilku lekarzy mówiąc mi, że nie potrafią zrozumieć dlaczego żyje. Z medycznego punktu widzenie moje serce nie powinno tego wytrzymać, Jednak Bóg nie pozwolił mi umrzeć i odmienił moje życie. Wyratował mnie i wypełnił pustkę, która dotąd wypełniała moje serce.
Chciałabym Ci powiedzieć, że nie musisz iść przez życie sam, nie musisz sam borykać się ze swoimi problemami. Jest ktoś wyżej, kto zna cie doskonale i kto bardzo Cie kocha. Powierz swoje życie Bogu. On wie najlepiej, co jest dla Ciebie najlepsze, bo on zna Cie najlepiej („Panie, przenikasz mnie i znasz, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane.” Ps. 139; 1-3). Kiedy powierzysz swoje życie Bogu, kiedy pozwolisz mu przejąć stery to dostrzeżesz w nim sens. Życie nie kończy się na śmierci, jest coś więcej. To ty za życia dokonujesz decyzji czy chcesz iść za Bogiem i spędzić wieczność w jego obecności, czy decydujesz się żyć po swojemu, nie przestrzegając Bożych przykazań, nie chcąc o nim nawet słyszeć. Pamiętaj, że o Twoje życie toczy się ciągła gra. Szatan każdego dnia stara się jak najdalej odwieść ludzi od Boga, to jego jedyne zajęcie. Czerpie z tego satysfakcję, kiedy Ty odrzucasz Boga („Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć.” 1 Piotra 5; 8). Być może znajdujesz się teraz w trudnym momencie Twojego życia, być może radzisz sobie świetnie i masz wrażenie, że nie potrzebujesz Boga. Jednak czy zastanawiałeś się, co stanie się z Tobą, kiedy przyjdzie Ci odejść z tego świata.

Jeżeli pragniesz oddać swoje życie Bogu, zyskać nowy plan dla swojego życia, poczuć prawdziwy sens swojego istnienia, możesz zrobić to w każdym momencie, w prostej modlitwie. Wyznaj Bogu swoje grzechy, oddaj mu każdy swój dzień, każdy problem, każdą troskę. Poproś go, aby od dziś kierował Twoim życiem.  Pamiętaj, życie nie musi być pozbawione sensu.

Jeżeli chciałbyś wiedzieć jak zacząć nowe życie z Panem Jezusem, oto pięć kroków, które mogą Ci w tym pomóc.

PIĘĆ KROKÓW DO NOWEGO ŻYCIA.


1. Zwróć się do Boga i powiedz Mu wszystko w modlitwie. On Cię rozumie i darzy miłością
(Ew. Mateusza 17; 28).

2. Powiedz Mu, że nie znałeś Go dotychczas w swoim  życiu i że jesteś grzesznikiem. Wyznaj Mu swoją winę. Wyznaj Mu wszystkie grzechy, których jesteś świadom (1 Jana 1; 9).

3. Poproś Boga, aby przejął stery w Twoim życiu. Zaufaj i uwierz w Niego z całego serca. Jeżeli powierzysz Mu swoje życie, On uczyni Ciebie dzieckiem Bożym (Ew. Jana 1; 12).

4. Podziękuj Jezusowi za to, że umarł na krzyżu za Twoje grzechy. Podziękuj Mu, że wybawił Cię z nich i odpuścił Ci je (Kolosan 1; 14). Codziennie dziękuj Mu za to, że jesteś w Bożej rodzinie.

5. Poproś Boga, aby przeprowadził Cię przez życie. Szukaj codziennie z Nim kontaktu, poprzez czytanie Biblii, modlitwę, kontakt z innymi chrześcijanami. Jezus da Ci siłę i odwagę w kroczeniu za Nim.
________________________________________

Published on  09.03.2015